|
teraz obrazami:
http://lauramakabresku.blogspot.com http://flickr.com/lauramakabresku/ skomentuj rozmawialiśmy długo. ja i on. wolę, żeby był on. żeby był właśnie mężczyzną, a może raczej chłopcem i czasami mnie mocno przytulał. przyciskał do żeber. kartkował moją głowę i ciało. rozmawialiśmy. ale mówiłam tylko ja. unikałam patrzenia w niekończącą się ciemność, w jego oczy. jestem czyjaś i wcale tego teraz nie czuję. marznę, drżę, dotykam się sama. nie dopuszczam Cię do mnie, bo nie idziemy obok siebie w Myślach. jesteś dla mnie w nieokreślonym miejscu. przypomina mi się, gdy kiedyś dowiedziałam się, chyba przypadkiem, że był okres, kiedy traciłeś Boga. czy może go właśnie straciłeś? nie wiem. oddałabym za Ciebie życie, a przecież ciągle tylko ranię. nie słucham. uciekam. stygnę. wyczerpuję się. chudymi dłońmi mojej Miłości mogę sięgnąć swojego własnego dna. krwawią mi ręce. to śmieszne, prawda? bo przecież niedawno mogłam być Najszczęśliwsza. mogłam być Zakochana. Zakochana w Tobie. jak wariatka. nie wychodzić z Łóżka. nie ubierać się. nie czesać. grzać się w Twojej ślinie. w Twoich dłoniach. w Twojej pościeli. a co teraz? urwał się sznureczek i koraliki pociekły mi przez ciało. toczą się obok stóp, tracą kolor. tracę siebie z oczu. bez tego Zakochania jestem jak bez Imienia. bez uśmiechu. bez tego Szczegółu, po którym mógłbyś mnie Poznać. skomentuj zbyt Łatwa jestem na Ból otwarta na kilkucentrymetrowe rany rozebrana na gwałt albo tortury gotowa na rzeźnię przezroczysta zimna zła bolesna nie chcę was. nikogo. nie chcę ciebie magdaleno, nie chcę ciebie i ich nie mam się przed kim spowiadać ze swojej Głowy u-m-i-e-r-a-n-i-e powoli, powoli, starannie czerwona stalowa zimna zimna zimna jest we mnie trup, z którym chcę zasnąć czy kiedyś naprawdę nie udało mi się popełnić samobójstwa? gdzie jesteś? gdzie jesteś? i tak pusto odbija się we mnie moje przeciągłe wołanie tak blado wygląda ciało bez żadnej sukienki bez żadnego mężczyzny skomentuj twardymi jak z pierścionka oczami patrzę na nagą Ciebie. przeszłyśmy przez dziurę w niebie. Ty na ostrych obcasach, którymi rozcięłaś mi kiedyś środek brzucha. i ja, bosa, jak psychiczna dziewczynka, która zawsze biegła do Ciebie korytarzem oddziału zamkniętego. nie przyjeżdżasz do mnie zbyt często i dlatego Kochanie to jest wytęsknione Rżnięcie, które wychodzi poza granice łóżka i sumienia. piszesz, że jestem do Całowania. przed Twoim przyjazdem ściągam wszystkie zbędne rzeczy z parapetów, układam po kątach nowe miejsca na Czułość. Ty wiesz, że nie noszę stanika, jakbym wciąż błagała o ciepłe usta. po drodze do nikąd myślę o Tobie wpatrzonej tymi miętowymi oczami w moją nagą szyję i kilka dotyków niżej. traktuję nas jak Lalki z tej samej sceny. na Noc wchodzimy zawsze do tego samego pudełka, w którym kiedyś Umrę a Ty będziesz płakać. a właściwie to podasz mi truciznę, jak prawdziwa Kochanka. myślisz, że traktuję Cię, jakbyś była moją suką z ulicy? jedną z wielu a jednak Wyjątkową. posuniętą w moim Ciele do granic Orgazmu. od kobiecego języka szczytuje się w Czystej Formie. to tak, jakbym wyjęła sobie mózg i przyciskała go jednoznacznie do ud. aż do przekrwienia. zakrzywienia Przestrzeni Myśli. Ty nigdy mnie nie zostawisz, ale to ja ciągle Uciekam. uciekam od strachu przed opuszczeniem, który ma przecież źródło w bliskości. ranię Cię i pożądam na zmianę. tak naprawdę nie potrafisz mnie przecież przewidzieć. jestem Emocją. ale jestem też Twoja. myślę o chorych pamiątkach, które możemy po sobie zostawić. o wszystkich śladach, które będą zacierały istnienie dwóch kobiet, a ukazywały Jedność. skomentuj sztuka jest sposobem przeżywania tworzenia rzeczy, to zaś, co stworzone, w sztuce nie jest ważne. sztuka jest myśleniem przy pomocy obrazów. ja Ciebie otwieram w obrazach, tych ze środka głowy. otwieram i nie zamykam. nie jesteś sumą skojarzeń, ale ich źródłem. mokrym źródłem, w którym topię moje przeżywanie ciała. wszystkie emocje. przeżywanie śmierci. wchodzenie do łóżka, jak pod ostatnią warstwę skóry. rozpisywanie języka, gdy nikt nie widzi a Ty tylko czujesz. zagłębianie się w Twoim byciu ze mną, jakbym była sobie obca; leżę na dokładnie zmiętym prześcieradle. naga i wyraźna. każdy kontur mnie zakreślony Twoim cienkim dotykiem. przeswujące się po ciele dłonie zostawiają za sobą warstwę rozmazanych śladów, w których zaczynam istnieć, jak na osobnym obrazie. całujesz mnie między udami. wyobrażam sobie, że jestem Tobą i odczuwam to, co Ty, gdy ja Ciebie Tam całuję. w palcach przedłużam Twoje włosy i nadaję im złoty kolor. przyciskam mocniej Twoją głowę do Siebie. wyobrażam sobie, jakie to Zboczone i Dobre. ze środka mnie prowadzę mokrą struną Orgazm. kończę go w Twojej buzi, jakbym była Chłopcem. Chcę być Tobą, Braciszku. skomentuj dajcie mi boga a zrobię z niego kochanka. po raz kolejny proszę Cię, żebyś założył mi obrożę. kościste serce ucieka do cudzych łóżek. serce-nie-moje. jak wiele we mnie obcych kobiet, kurew i dam? gram tyle ról, że jest mi wygodnie i bezpiecznie. zakrywam sobą strach, który mógłby mnie zabić. zastanawiam się jaką część moich słów wkładasz do szuflady z napisem fikcja literacka i oddychasz spokojnie skomentuj Noce Trzynastego należą do Nas. `uplastyczniam Twój umysł. wtedy dopiero daję Ci prezent, wbijam kolejny gwoździk do małej trumny Twojego serduszka. jest tam coraz duszniej, ciemniej a powietrze w środku coraz starsze, przetrawione każdą sekundą Miłości. to Dobrze. jest bezpiecznie. rozkładam Cię na jednej płaszczyźnie, zakrzywionej w nieskończoność. łukiem, nad dniem przechodzimy w Noc, wracamy do Naszego miasta, tak niskiego i płaskiego. widzisz, tu jest inna cisza, wieczór dłużej opada na ziemię spod nieba, okna szczelnie wydzielają dla Nas miejsce w świecie. pijesz trzy herbaty, chyba pobijasz swój rekord. słodka gorąca woda ogrewa Ci ustka, już cała jesteś ciepła. od dawna nie patrzę na zegarek. mówisz mi Jedno Ważne Zdanie, że gdy jest Ci tu Bezpiecznie to Potrzebujesz żeby cały świat to odczuwał. domek jest dokładnie zamknięty, siedzisz w narożu łóżka i trzymasz blisko siebie włoski. razem, zą rączki, idziemy się kąpać do gorącej wody. skóra błyszczy Ci się warstewką potu grubości koloru ust. rozmawiamy po cichu by nie wzburzać wody, oswajając się lepkimi Dotykami. myję Ci plecki. w pokoju pali się kadzidełko. świeczkę przenosimy ze sobą by wysuszyć Ci włoski. kiedyś zaparzymy z nich herbatę. teraz długo rozmawiamy, po suficie skacze księżyc niespokojny jakby wiatr ścierał go o chropowatą tapetę. ale nie ma wiatru, jest tylko rozległość łóżka i Myśli o Kochaniu, które jeszcze w tamtej chwili chowamliśmy okryci na udach kołdrą. okrywam Cię pocałunkami i dłońmi zatykam miejsca gdzie nie mogą być uda, żebyś całym ciałem prosto w mózg czuła moje pragnienie. czasami, dla kontrastu, bezpiecznego bo pod kołdrą, odsuwam swoje ręce daleko, żeby moje wargi były jak igła, którą przekłuwam poduszkę Twojej Kobiecości. Ty, zboczonym ciepłem policzków rozcierasz po mnie krew by później ja skupić na końcu mojego mózgu, na krawędzi ciała, gdzie już nie wiem czy jeszcze jestem Ja czy już Ty. długie Kochanie aż bolą kości, jak przemoczone ciężkie prześcieradła włożone do środka ud, albo krępy sznur opasający brzuch przed Orgazmem kiedy przestaje się potrzebować oddychać. tak zmoczeni od Dorosłej Miłości zasypiamy w łóżku złożonym z dwóch kartek, twardej i miękkiej, przemokniętej.`[R.] skomentuj domyślasz się, jakiego zapachu używam? skomentuj trzynasty. spędzamy ze sobą prawie-każdą Noc. a ja, jak mała dziewczynka cieszę się, że jutro będę nocować u Ciebie w Pokoju. w Twoim mieszkaniu. jednocześnie zawsze boję się tego, wiesz? boję się, bo takie puste mieszkanie, z porozrzucaną pościelą, z butelkami wina, gorącą wodą w wannie.. mi to przynosi na myśl Śmierć. wyobrażam ją sobie. staje się taka wyraźna. bliska. bezpieczna. oswaja się ze mną. przechodząc dziś koło apteki chciałam się tam zatrzymać i kupić Coś. Kochany mój.. ja chciałabym Nas Zabić. nie-bój się. skomentuj wrosłam, wpełzłam naga i bosa w ścianę. w puste miejsce po obrazie, na którym całowaliśmy się długo, przeciągle, jak pociągnięcia pędzlem na moich włosach. pokój zrobił się pusty i zimny. łóżko pęcznieje brzuchem owiniętym w prześcieradło. pamiętam te sceny, w których Cię połykało, w których zapadałeś się w najgłębsze rany światła. leżałam obok i głaskałam spokojnie końcówki Twoich włosów, gdy już prawie traciłam z oczu Twoją psychiczną główkę. ciało tak szybko staje mi się przezroczyste. nie mam krwi. przeciągi targają naderwaną skórą. unoszą ją, jakby była kartką papieru. patrzę na świat Chorymi Oczami. tęsknię za jakąś-Kobietą. skomentuj bezdomna, cmentarna suczka. upita tanim winem. przypudrowana, albo może raczej tak bardzo, do białych kości przemarznięta. suczka, która każdej jesieni wiernie liże Cię między grobami a Ty wycierasz jej plecy o krawędzie mogiłek, o popękane od mrozu krzyże i anielskie figurki; jesienią się wychowywaliśmy. cmentarz to był nasz mały plac zabaw. zabaw w pierwsze pocałunki i listopadowe orgazmy. pamiętam, jak przypierałam Cię do murku, zamykałam szeroko powieki i usta. jak całe Ciepło zbierało się w Jednym Miejscu i ogrzewało Nasze Głowy. płonęły świeczki i moje włosy zawiązane ciasno wokół Twojej szyi. ubierałam grube, wełniane swetry, pod którymi nie nosiłam podkoszulka ani stanika. wkładałeś tam swoje chłopięce dłonie. całą jesień chodziłam w Twoich dotykach. w dziurawych śladach ust; jest mi coraz bardziej Ciepło. w Sercu. myśli układają się równo i bezpiecznie, jak pluszowe misie na brzegu łóżka. Myślę o Nas przytulonych na dnie drewnianej trumienki. skomentuj jest nas dwie. mokre i zmięte, jak poranne prześcieradło. Laura i Zła. proszę Cię, żebyś wystawił kromkę chleba za okno. do dzisiaj żaden ptak jeszcze nie przyleciał. tracę wiarę i kontrolę nad sobą. każdej nocy poraniam wszystkie wiersze, które wzbudzasz we mnie przed snem, ostrym wrzecionem palców. podcinam sobie żyły zardzewiałymi maszynkami do golenia nóg. patrzę, jak skóra robi się fioletowa i gnije. gnije mi sam środek Głowy. podcinam serce. nie zmienia koloru, nie tworzy się rana. czy można bardziej zranić martwy kawał mięsa? ten fragment, wycinek mnie, którego nigdy nie widziałam na oczy, którym tworzę naszą Miłość w łóżku. mówisz do mnie, a ja wykańczam się słowami. boli mnie myśl o Szczęściu, gdy nie mogę jej rozwinąć pod kołdrą, bezpieczna i ciepła. przy Tobie. śnią mi się samotni mężczyźni i chłopcy. chwytają moje dłonie a ja nie wyrywam się i nie uciekam. chodzę taka bezwstydna wszystkimi korytarzami snu i zaglądam do obcych pokoi. kuszę, prowokuję ale nigdy nie dotykam. budzę się. jest środek nocy. Twoja ręka leży martwo na moim udzie. oboje z misiem jesteście tylko trupami. oboje w kształtach, które nie są mi obce. nie śnimy wspólnych snów i koszmarów. osamotniałam w tym moim światku, do którego Cię wprowadziłam. albo.. w którym Cię wyhodowałam. sama nie wiem. mam zimne dłonie. nieczułe dłonie? dłonie bez ciągle świeżych śladów Ciebie. jest mi tak chłodno. jestem nagim ciałem w przeciągu. w otwartym oknie. w łóżku bez dna. skomentuj `wszystkie moje płaszcze są za duże o brakującą część. przylepiam Cię do ściany w marzeniach, jeszcze tak świeżą, że ciemną Nocą wiadać skórę, jak mrzy z niej żółte światło. upał niesie się po udach, zamienia w pot dotknięte miejsca. masz moje Imię, tak Bliska mi Jesteś. soczysta, jak młoda gałąź drzewa. chowam Cię do płaszcza, Twoje dłonie w spodnie, i tak Żyję. oddychając za Nas Dwojga. najłatwiej, najbardziej ślisko rozmawia mi się z Tobą przez Seks. nie potrzeba już wychodzić poza Formę siebie, ubierać w-Słowa. jak wnętrze ognia jesteś mi tak Płynna. jesteśmy jak Płomień. poruszam się Dotykiem po Naszym Domu, po Naszym Wszystkim z plasteliny. mieszam się z Tobą. Zjem Cię a Ty wciąż będziesz Obok. Jedno. Dobrze mi tak pisać do Ciebie-Siebie`[R.] czuję się, jakbym miała Cię od-Początku. takiego Małego, Czystego, Niewinnego z Głową gotową na moje-Wszystko. na moje popieprzone Wnętrze. pękate z nadmiaru uczuć Serce. poruszoną Nożem Duszę. zaciągam Nas jak najczęściej do Łóżka. albo tak długo wieszam Ci się na ramionach, że tracisz siły i opadasz razem ze mną na łóżko-z-podłogi. najdoskonalej czuję się, gdy jestem naga. świeżo naga, dopiero co pozbawiona sukienki. Twoje lekko szorstkie od blizn dłonie. Twój wytarty przez życie Język. Cały Ty masz Miejsce we Mnie. już niedługo zrobię Nam piękne zdjęcia. takie, jak zawsze mi się Marzyły. Wspólne. Niewinne. Zaczarowane. i będę w nie patrzeć tak długo, aż zrobi mi się Dobrze. skomentuj `Ty za to sypiasz w moich snach. codziennie wydłużam kołdrę oddając Ci moją część żebyś była bezpieczna, jak ja, kiedy byłem młodszy i jeszcze się nie znaliśmy z Imienia ani Dotyku. pozwalam Ci dotykać moje ciało, a to jest równoznaczne ze-mną. całuję Ci policzki żeby nie uschły jak kwiaty, kolory, które tam malujesz. robię herbatę i kawę szybko, kiedy wydaje mi się, że masz zmarznięte palce. zaświecam Ci lampkę wieczorem. na polu chwytam za rękę jakbym wiązał mocniej w Nas sznurek, ciasny. ścielę łóżko dokładnie - nie zastanawiasz się czemu. a w głowie? wieczorem gaszę światło, i to ja chcę to robić a nie żebyś Ty gasiła. księżyc rozmywa się na wszystkich dachach miasta, i kiedy wpada przez Nasze okno niesie ze sobą grzbiety wszystkich murów, i cały szum nieba. to wszystko jest szkliście niebieskie, i kładzie się na Twoich włosach, i jak roztopione szkło rozlewa się po miejscach, które palcami spod Twojej bluzki całodobowej wyciągam. dzień jest wyraźny, dlatego tak trudno o Dotyk, trzeba zasłony zasuwać na okno. Noc jest tak nieoznaczona. wczoraj mnie Dotykałaś i równocześnie ze mną zaszło Słońce. później, jak w zimie, czekałem na głęboki wieczór, żebyśmy poszli do Łóżka. wieczory są takie rozebrane, a wczoraj było mi jeszcze bliżej do Ciebie przez to Dotykanie, więc czułem to wyraźnie jak żółte światło lampki w ciemnym pokoju. czuję tak jakby było Ci Dobrze gdy się Kochamy. muszę już iść na zajęcia. wyczyściłem głowę dla Ciebie, tak jak (chyba) chciałaś, i teraz jestem. jestem Twoim odbiciem. a moje wiersze nienapisane są o Tobie, takiej właśnie 'w martwych już dawno kolorach'. pieprzenie o Szczęściu. gdybyś miała w głowie tylko możliwość mnie, to Szczęście już byłoby w jakimś kształcie. rozumiałabyś co to znaczy, gdybym był Najważniejszy.`[R.] to jak karmienie się resztkami suchego chleba. jak oglądanie powyrywanych piór. malowanie sobie pędzlem po świeżych ranach. bezczucie. bezłzawie. beznamiętność. szukanie po głowie innych form czułości. powolne uśmiercanie wierności. myśli nie wychodzą spod kołdry, mokre i pachnące. myśli rodzą się gdzieś w ciemności, ale nie tej wspólnej, gotowej na miłość i dotyki. jestem sucha, jak wrzos. i z każdą bliskością obsypuję się na podłogę. całuję Cię przez zamknięty szczelnie mózg, żeby nie zacząć łzawić razem z Twoim wnętrzem. żeby nie wypisać Ci na podbrzuszu wszystkiego bólu i żalu, jaki mam do Ciebie. gdzie jest moje Święto Czułości, które miało święcić się każdej nocy, każdego dnia? gdzie Twoje wiersze, pojedyncze łzy, wrażliwość zaklęta w dłoniach i ustach. wyglądasz i pachniesz, jak każdy mężczyzna. myślisz, że dotykasz inaczej? pieprzenie o Szczęściu. pieprzenie o Wyjątkowości. w Sercu hoduje mi się już marzenie o Kimś. w Sercu tworzę jego Serce. milczę i Myślę. dla Ciebie myślę-o-niczym. ale Ty nic nie wiesz. Ty nie sypiasz już w moich snach. nie poproszę Cię o wspólną Śmierć. nie poprawię Ci w nocy poduszki ani kołdry. nie przesłodzę Ci z Miłości herbaty. miej mnie w pokoju, jak ten suchy wrzos. ciesz się mną. taką-bez-życia, w martwych już dawno kolorach. chodzę taka bliska śmierci skomentuj w całym mieszkaniu porozrzucałam nasze wnętrzności. szafa nie nosi ubrań. szafa gra i straszy przez półotwarte drzwiczki. wszystko pochłania dym i pościel. od samotności pęka czaszka. wypełzają z niej kolejno wszystkie strachy, których nie zamknąłeś w klatce, do której nie mam kluczyka. kołysz się, kołysz mała wyobraźnio. pobiegniemy do samego nieba. będziemy krwawić z wszystkich bolących części ciała. z wszystkich miejsc, nad którymi straciliśmy kontrolę. mam ciało otwarte, jak wulkan, którego gorące lawa skleja Ci palce. to nic, to nic, że potrafię wróżyć tylko ze spalonych kart. to nic, że boli mnie serce, jakby Cię wcale w nim nie było. Miłość oczyszcza Pamięć. Miłość oczyszcza Pamięć. Miłość oczyszcza Pamięć. Miłość oczyszcza Pamięć. Miłość oczyszcza Pamięć. muszę tym wykleić całą swoją głowę. muszę zapisać tym wszystkie ścianki mózgu i naszego pokoju. bo zawsze, gdy zostaję sama chciałabym się już zabić. to dziecinne? skomentuj ciepłe Listy od R. zbieram z Ciebie to brzemienie kościelnych dzwonów, które prześwietla całe Nasze miasto, które jak rosa osiada się cichym szmerem na Twojej skórze, wzdłuż horyzontu biodra, niewytłumione, czai się jak kot, mruczy Ci ciało. cicho zasypiasz, jak lina cyrkowa powieszona pod sufitem, wpierw rozkołysana i pozostawiona samej sobie. czuję w tym zasypianiu swoje palce. na kratce Twojej bielizny, tam silniejsze by nie tracić płynności Dotyku. na skórze już lżejsze, tak powolne, że nawet powietrze wokół dłoni nie wyczuwa moich ruchów. pod kołdrą jest ciemno jak pod Twoimi powiekami. krew sama trafia do ud, bo w nich znajduje się Gwiazda jasno świecącego Mózgu. rozpływa się w nich, równomiernie i gładko, tworząc gęstą przestrzeń dookoła, dodatkową skórę która wypływa z ciała jak fale z morza (którego jeszcze nie widziałaś) z każdym oddechem. wiem, że nie śpisz. nie drżą Ci końce palców, tak jak zazwyczaj, i jesteś tak nieruchoma, jak rzeźba. ja, Twój Chłopiec z Dzieciństwa, wymyślony i drewniany, noszę kościste dłuto które rozkruszam nad Twoim brzuchem, wmasowuję ten pył w piersi najpierw przez bluzkę, one napływają krwią, gęstnieją żywym Pragnieniem, jest ich Więcej, jest w nich miejsce na ślinę. jest ranek a ta ślina zmywa z Ciebie nocne myśli. myję Cię językiem. wraz z mokrem wchłaniasz do Serca wszystką surowość świata, która nieogolona, szorstka i iskrząca, parzy Twoje delikatne Piersi. pokazuję Ci tak Ciało, nakresam rysy jak węglem palcem je rozcieram, jestem szalony i robię to tylko dla siebie. nawet nie zauważyłaś, ale w tym śnie już się odwróciłaś, albo to łóżko Cię okrążyło ze mną, i leżysz na plecach. oczy zamknięte nie promieniują kolorów. przez śliską tkaninę majtek Dotykam Cię wprost, ale nie tak łatwo. omijam te grube kropki na nich, między nimi czuję jak wilgotniejesz. nie możesz tak dłużej, całą szyję masz mokrą od pocałunków i zaparowanych oddechów, anestezjologia czułości zanim zetnę Ci głowię długim i wulgarnym Cięciem Orgazmu. więc skradam się palcami, zegarki mierzą oddzielnie czas a ja staram się mocno, by nie zrobić nic symetrycznie, nie zburzyć przypadkowości z jaką Cię roztarłem w szklisty, ostry piasek niedoczekania. gdzieś po drodze zgubiłem słowa, nie da się opisać wszystkiego. pod kołdrą zaczęło pachnieć tym zapachem o który boisz się, że pozna go mama. ona go nie zna. ten zapach ma beżowy kolor, jak lekko zabarwiony ryż, ale to nie zapach ryżu, raczej roztapianej porcelany. byłaś tak mokra jak miękkie są Twoje misie. dobrze że zacząłem od ud Całowanie, blisko niepokojąco niewyraźnie blisko Cipki, z Rozkoszą, choć chciałaś od-razu-Kobiecość, i powoli musiałaś moją głowę przyciągać do siebie, a raczej po-sobie, brutalnie powoli, a ja tak wyraźnie, jaskrawo w wyobraźni zlizywałem z Ciebie rozlany smak Kobiety, z Warg, z-Wnętrza, językiem i ustami otulałem Cię szczelnie, wszystkimi kolorami, które dłońmi wbijałaś mi w głowę, mocno i mocniej. oblizywałem się Tobą, cały byłem mokry jak Ty, palce ślizgały Ci się po moich policzkach i nie mogłaś mnie złapać, czas nie mógł się zatrzymać tylko swędził, a ja wrzucałem w Ciebie Pocałunki jak kamienie w jezioro, które z każdym kolejnym wydaje się być cięższe, i zdaje się że kiedyś zapadnie się w siebie. pomiędzy Twoimi Wargami, jak na granicy horyzontu, tam gdzie na obrazku rysuje się grubą czarną kreskę przez całą kartkę, wkradałem się śliną, wszystkimi kształtami języka, ciepłem ust i całej buzi, i dotykałem najczulszej skóry, brzegu Końca Świata, ciepłych miejsc w których toną policzki i gdzie słońce po zachodzie śni. samych nieskończoności, których nie mógłby zrozumieć nikt tak Chory przez Ciebie jak ja, kiedy wystarczy, że patrzę na linie Twojego ... (tutaj kiedyś znajdę słowo, które będzie znaczyło Coś pomiędzy 'Kobiecego' a 'Dziewczęcego', tak pomiędzy jak to rysowanie węglem bardzo cienkiej linii), świeżego, wściekłego i szlachetnego Ciała, która oddziela świat od Naszej Wieczności, i już mam Orgazm, a Ty pytasz czemu tak-prędko. ale to już inna, kolejna Historia, jeszcze trudniejsza do napisania niż Ta. i tak mi się Dobrze to pisało jakbym jeszcze falował w cienkim centrum Twojego Ciała. pełnego Teorii Mnogości, Względności i wszystkich innych rzeczy, które są relatywnie trudne. powiedz mi, czy Pisanie może Podniecać aż do białych kości, tak jak mnie teraz? czy będziemy się jutro-Kochać? gdybym mial pedzel tak dokladny jak palce moglbym wymalowac Cie gdy Cie Dotykam i Pragne jak teraz, a dokladnie wymalowalbym same krawędzie, i te czesci ciala, ktore sie koncza dla Dotyku, to powietrze dookola Ciebie, a jeszcze dokladniej to gdzie Cie nie ma gdy w glowie Twoja skora przeswitujaca przez bluzki zmienia się z szorstkiego papieru w strumienie dotykalnego, kontrolowanego swiatla. to tak jakbys byla lampą taka jak są w kosciele w trakcie postu, i w ktoryms miejscu swiata ta ciepla krew w Tobie doplywa do brzegu i tam zaczyna sie Dotyk. jestes tak niewinna jak te kokardki w Twojej bluzce. tak jak pismo ma charakter, tak i te wiazania sa tylko Twoje. moglbym po nich poznac Cie w Nocy. po surowosci dzwieku z jakimi sie rozwiazuja. jak chorego czlowieka, przeraza mnie nieskonczona plaszczyzna, w ktora jestes ubrana, tak przejrzyscie i jaskrawie. i przestrzen w srodku, w ktorej jak w tym lampionie, plonie taka glucha, pudelkowa cisza. w Nasz Ostatni Dzien wyciągne z Ciebie ten plomyk i tak Spłoniemy - My i Nasze Listy obok. podniecasz mnie gdy tak starannie sie ubierasz i malujesz. tak precyzyjnie. raz, na caly dzien, jakbys byla swieczka, ktora sie wypala przez caly dzien mojego patrzenia i Dotykania, i nawet po takim dniu zostaje Ciebie jeszcze duzo, jakbys sie nie konczyla, tylko splywala do swiecznika moich dloni, w ktorych ulepiam Cie na nowo Czuloscia, i podpalam za konce zylki. skomentuj matrimonium consumatum. śnisz mi się w dotyku. jest 01:43. chowam całe ciało pod pościel. słychać lampę. brzęczy. wieczorem zaciągasz mnie do łóżka. jestem pijana. nie potrafię opanować Myśli, Emocji, Pragnień. robię się mokra nawet na Sercu. układasz mnie pod kołdrą, starannie, jak porcelanową lalkę. każesz mi sobie wyobrażać, że mam związane ręce i nie mam wpływu na to, że mnie Dotykasz. tak naprawdę dłonią przytrzymuję skrawek bielizny, żebyś mógł mnie swobodnie pieścić. drażnisz się ze mną, chociaż rodzice są na dole i w każdej chwili mogą czegoś ode mnie chcieć. mam ochotę Cię zabić. zagryźć tak mocno szyję, żebyś przestał oddychać, kiedy ja już nie mogę złapać oddechu. słyszę Kocham Cię jak najbardziej zboczoną formułkę na świecie. mam Orgazm. jak mam chwytać się Ciebie moimi małymi rękami, żeby nigdy nie opadać już na łóżko. być gdzieś pomiędzy powietrzem a Twoją skórą. nie zasnę dziś. skomentuj śni mi się Kobieta, którą Całuję, jakby paliła jej się skóra i fragmenty ciała pod skórą. ocieram się lewą piersią między jej udami. obserwuję moje włosy, które zapadają się w miękkie kości biodrowe i w żebra. oddycha mną i dymem papierosowym. po Orgazmie leżymy już po dwóch stronach kraju, jak na zimnym łóżku bez kołdry i pluszowego misia. poprawiam ołówkiem kontury jej ust na fotografiach i na moim podbrzuszu. nie nosimy Obrączek, jak kurwy. dla tych wszystkich obcych-Kobiet jestem samotną dziewczynką, która potrafi naprawde Dobrze zrobić w łożku. noce są teraz takie zimne. przeszywa mnie ból przez cały kręgosłup. jestem żywym wierszem rafała wojaczka. trzecia część mnie jest Tobą. w tym miejscu, w którym mnie wycałowałaś, jakbym była spragnionym czułości zwierzęciem. przypominają mi się Twoje czerwone włosy, chociaż w pokoju jest już zupełnie ciemno. tak, jak pisałaś, chciałabym przejechać pół kraju, żeby przespać się z Tobą w hotelu. bez powietrza i bez zasłon. w cholernie sterylnej łazience. na podłodze. przy białej ścianie. na wykrochmalonej pościeli. na parapecie. tak długo i soczyście całować, aż braknie śliny i uderzeń serca. fotografować Cię nagą i spełnioną. wywoływać usta w ciemni Twojego ciała. Kochać się tak, jak dawno tego nie Robiłam. skomentuj nowe mieszkanie. chłodne jeszcze sny i stopy. pierwsze, zagubione pocałunki. o czym myślisz? skomentuj wczoraj przed snem wyobrażały mi się Słowa, które chcę Ci rozłożyć w głowie, jak pościel przed Kochaniem. rano miałam suche oczy i zdrętwiałe dłonie. po nocy nie doniosłam do Ciebie ani jednego Mokrego Wyrazu. Ty przychodzisz. sam otwierasz sobie Drzwi. kładziesz się obok. zwijam ciało w ciepły punkt, który porusza Twoją Męskość. wszystko dokoła staje się ciasną wodą, na której unosimy swoje dłonie w udach. wyobrażenie. jestem głodna od kilku tygodni. od lat. i coraz bardziej gaszę światło w pokoju. czekam aż spadniesz na mnie. aż spadnie niebo i ja popatrzę, jak rozpruwa sobie brzuch na milionach latarni. skomentuj w moim ciele i ustach pełno jest ssących gwiazd godzina czwarta nad ranem, kiedy nie mogę jeszcze spać kulawy bob siedzi na moim balkonie i świeci w szyby jaskrawą latarką ciemność wcale nie jest tobą, nie głaszcze mnie zachodzi od tyłu chwyta za włosy i przewiązuje sobie nimi oba nadgarstki kiwamy się albo rżniemy wołam cię on też cię woła przedrzeźniając mój strach i rozkosz przebierając ciałem w mojej sukience skomentuj zbieramy siebie pod paznokcie. jak najwięcej się da, na jak najdłuższe, najbardziej bolesne noce. noce, podczas których pościel przecieka zimnym powietrzem, okna same otwierają się i wpuszczają olbrzymie ćmy, trupie główki. uciekłam do Ciebie na dwie-Noce zamknięte w jednym, mięsistym owocu. w koronkowej bieliźnie. w koronkowym ciele, zdobionym dziesiątkami lekko zardzewiałych żyletek i brzytew. mówisz mi, że chcesz się Kochać. masz głowę bardziej głęboką i soczystą od wojaczka. podnieca mnie to. jesteś precyzyjny w każdym dotyku, który przewlekasz mi przez serce. seks jest cały z ostrych krawędzi, z których ześlizgują mi się włosy i łydki. podtrzymujesz mnie ciepłymi rękami. gasimy światła w całym mieszkaniu. zapalasz świeczki i układasz na podłodze, na szafkach, na umywalce. przynosisz zimne wino i zimną żyletkę. napuszczamy gorącej wody do wanny. macham rączkami, żeby było dużo piany. czuję się jak dziecko i jak prostytutka. upinam włosy w niedbałego koka na czubku głowy. mam podkrążone oczy jeszcze od wczorajszego niezmytego makijażu. wchodzę pierwsza. kręci mi się w głowie. piana tak głośno syczy. parzę sobie uda i podbrzusze. siadasz za mną. masz takie chłodne ramiona. wyobraża mi się to wszystko, co zaklęłam w najbardziej erotycznych wierszach. wycieka ze mnie razem z potem. gorączkuję na Twoje przeraźliwie nagie ciało. jest mi kurewsko dobrze. przyszłam do Ciebie, będę robić Ci Dobrze. teraz powoli Cię upijam. biorę mniejsze łyki wina, niż Ty. przez cały kręgosłup przepływa mi czerwonym prądem bicie Twojego serca. zamykają Ci się oczy. omdlewasz. podnoszę się lekko i zabieram z szafki żyletkę. rozcinam żyły pionowo, dokładnie. odkrywam na nowo krew, jakbym jeszcze była w czyimś ciepłym brzuchu. śpisz. a ja powoli wykrwawiam się. gdy rano się obudzisz będę jeszcze letnia. woda zacznie powoli parować i czerwień osiądzie dookoła na ścianach. lekką, czułą rosą z mojego ciała. woda pełna jest Twojej spermy. nie wiem, czy będziesz przerażony. może ściągniesz ze mnie śmierć i połkniesz ją razem z żyletką. wcześniej jeszcze wydrapiesz na ścianie wiersz dla mnie, jak robiłeś to po każdej Nocy, po każdym Orgazmie, po każdym moim uśmiechu i płaczu. Kochasz moją poszarpaną głowę, moje rozdwajające się końcówki włosów i nerwów. niech to będzie motyw seksualny. dla nich wszystkich. nikt nie musi czytać tej Miłości, którą pozwoliłam Ci hodować w moich udach. ubierzesz mi potargane nadkolanówki, przezroczysty szlafrok zdobiony piórami marabuta. skończę, jak królewna, którą zawsze byłam. skończę w Twoich martwych rękach, w Twojej obejmującej mnie krwi. cała umazana, jak najdroższą szminką. i niech nikt nie ściera z mojej twarzy tego uśmiechu, który zawsze kojarzył mi się ze Szczęściem; zimno Ci? na nagie, wilgotne ciało ubierasz mi tylko bluzę. wychodzimy na balkon. przez ciężką lunetę pokazujesz mi te miejsca na niebie, których dotykały nasze wiersze. dotykam szkiełka palcem, jakbym gładziła chropowatą powierzchnię księżyca, albo Twoje wyciągnięte żebra. dokańczam wino. z butelką w ręce porywasz mnie jeszcze za osiedle, na wielką łąkę, na której bawiłeś się w dzieciństwie. śledzimy wieczność rozciągniętą wysoko, nad nami. jestem pijana. po raz pierwszy chyba nie potrafię kontrolować nóg. odbijam się od ogrodzeń. chwytam gałęzi jabłonek. idziesz przede mną. wyobrażam sobie to, gdy wrócimy już do łóżka. wytrzesz resztki mokra w pościel. włosy mocno mi się skręciły w jeden lok. mogłabym go nie rozczesywać już nigdy. mogłabym już Umrzeć. z Tobą. jak to zrobimy? siedzisz na wprost Nieba. między nami przelatują ptaki: gubią pióra rozcinając skrzydła na sznurkach zakotwiczonych w twoim ciele, tam gdzie popatrzę moimi oczami. grube warkocze myśli zjadają odległość między nami. to puste powietrze, w którego środku siedzisz, w ciasnym kolorze skóry. masz za mało Ciała by schować całą siebie w sobie. w środku ciebie jest inny kosmos: ciało w ciele, choć tak mało miejsca. nowy, bardziej złoty księżyc ostrym brzegiem podnieca Kobietę, unosi Pragnienie we krwi a ja to widzę wyraźnie, tak wyraźnie, że boli mnie cisza szumiąca jak tło myśli, nieruchoma tarcza zegara, przeciągłość dnia, stojące powietrze: ciężkie jak woda w płucach, suche wstążki krwi w żyłach. potem jest już tylko przymykanie powiek w natchnieniu, prawdziwym powietrzem, prawie do końca, jak wtedy, gdy gaszę na tobie tlące się wargi, surowe poduszki palców. Pragnę cię tak nudnym Pragnieniem jak chmury na Niebie zagłębiające się w kolor czerwony. a jednak tak ostro jak krawędź słońca. ja to w sobie duszę, ściskam nadgarstki i żyły w nich, światło dławię, żeby nie przepłynąć samego siebie, bo nie umiem o tym napisać całą jaskrawością. musiałbym upuścić trochę krwi, a później już tylko można umrzeć. chyba. [R.] skomentuj Dziękuję Braciszku, że mogę przyjść do Ciebie, ściągnąć Ci spodnie i Kochać się z Tobą, aż do przetartego Serca. skomentuj gdzie wy wszyscy do cholery jesteście? skomentuj ściągnij z Ciebie moją bladą, przestraszoną krew. powiedz, dlaczego muszę wracać? noce nie są już tak ciepłe, jak na początku lata. pościel dawno nie była zmieniana i jeszcze pachną pojedyncze ślady łez. u Ciebie wszystko prześwituje czułością. do Snu dotykamy się cicho, żeby nie słyszała Twoja matka. nie przeszkadza mi to. łapię większe oddechy i wcale ich z siebie nie wypuszczam. zaczyna piszczeć w głowie i czuję, jak naprężają się skronie. nie zaciskam oczu. powieki są lekkie i gładkie. w tej Ciszy wsłuchujesz się w mój Orgazm. cichy dźwięk, który przepływa razem z krwią i zbiera się pod Twoim językiem. przytrzymujesz moje ciało, gdy chce się oderwać z łóżka, zupełnie tak, jakby nad nami w powietrzu były kolejne piętra, na których mogę zamieszkać szczęśliwsza. głaskasz mnie po włoskach. czuję Twoje przemoczone usta na szyi. pierwszy oddech. patrzę w sufit. teraz wszystko słyszę dokładniej i chyba głośniej. płomień świeczki przypomina mi odgłos deszczu za oknem. rano pytam jeszcze Ciebie, czy napewno nie padało w nocy. rano muszę iść, jakbym wcale nie należała do Ciebie. skomentuj przylegam do powietrza, do każdego mokrego miejsca w Twojej głowie. ciało robi się coraz bardziej posłuszne z każdym Twoim słowem. prześwietla nas śliski księżyc wpełzający między framugi okna. leżę wyprostowana, jakby łóżko było trumienką. układasz mi włosy na ugniecionej poduszce, bo muszę wyglądać najpiękniej do Twojego całowania. robi mi się mokro w ustach razem z Twoim językiem. bluzka jest biała i ciasna. przez piersi przechodzą stada miękkich ptaków, które wylądowały we mnie chroniąc się przed deszczem. pytałeś mnie o ich mokre pióra a potem ściągnęłam Twoją głowę w dół brzucha. nie umiem Powtórzyć w myślach wszystkich Twoich dotyków i polizań. tak, jak Ty nie potrafię Pisać Najlepiej o Nas. teraz mamy Kartki między ciałami i Tylko Tam przelewa się Krew, jak drogi atrament. czuję się w Tym coraz bardziej Pewna i Bezpieczna. jakbym dopiero niedawno odkryła moje ciało w Twoim mięsistym słowie. - `Chcę Cię Kochać..`[R.] - dlaczego? - bo nie mogę już pisać. w ogóle mi to nie wychodzi. Kochanie to jest to, w czym Ciebie i Siebie Czuję Mocniej, niż teraz w Pisaniu. Pisanie jest w połowie do Kochania. Wzbudza rozdrażnienie na skórze. takie niepełnosprawne Słowa.. mógłbym je Wszystkie za jednem-zamachem wylać na Ciebie gdybyśmy byli tylko na tyle Odważni by sobie Ufać tak, żeby Zacierała się granica między rżnięciem, a takim Kochaniem, które zostawia na skórze miękki pył Dotyku. Teraz Seks będzie jak Wiersze. nie dziw się, że będą Lepsze i Gorsze. Wszystko zależy od tej Kartki, od Papieru w który Cię Owinę, od tego jak będziesz Czuła, od Pomysłu, dla którego zamykamy Oczy. Każdy Seks będzie Dobry. ale Tylko Pare zmieni Nasze Granice. nie mogę się juz Ciebie Jutro doczekać. Pisanie jest jak połśrodek. teraz mam coś Nowego. Kochanie, Piersi Twoje, moje zmięte dłonie. najbardziej ostatnio Pokochałem Twoje Piersi. teraz Je Rozumiem, wiesz? są Piękne. Nigdy nie mają Końca. Dopeiro teraz to wiem. Uwielbiam Je Dotykać i patrzeć jak masz rozpiętą bluzę i tak napięty ich brzeg jak krawędź księżyca wraz z otoczką światła wnika pod koszulinkę. chciałbym kiedyś Ci je zedrzeć z ciała. żeby była na nich krew. albo Ja. Dobranoc. chciałem w Notce dopisać, że nie ma we mnie miejsca na żadną inną kobietę, żeby Cię zapewnić w tym, bo pamiętam że dobrze gdy Ci tak mówię, że może Ci pewniej, ale właśnie nie ma miejsca i tych słów też nie ma, wydają mi się banalne, więc od razu je usunąłem. wiedz to z tych wszystkich innych słów i z tego, że nie pisze o nikim innym. bądź tak Ulotna Zawsze jak Sen. bądź taką Dziewczyną jaką Jesteś. Zaprzeczeniem mnie. Oddaną mi tylko w Łóżku.`[R.] * * * `obudził mnie deszcz gęsty jak Twoje włosy. skóra mokła cały dzień w czekaniu. teraz gdy już poszłaś, przesuwam nad swoimi ramionami powoli usta, żeby poczuć to brzmienie Pragnącej Głowy. Lubię Całować się z Tobą w usta. Robię to Czulej niż można pisać. na tyle Czule by zachaczyć moimi o Twoje, jak kotwicą po dnie ciała, i tak Powoli, że Nasze Wargi mogłyby się wtedy zrastać. Zamykam Cię wpierw w ramkę z rąk, uważam by nie pociągnąć za włosy, usta przewracam na Twoich słuchając Twojego oddechu, który teraz wraca ku Sercu. nie pozwalam Ci zapomnieć o Ciele, po którym jak kot, przechodzę dłońmi, w uda wbijam paznokcie, zataczam kręgi na żebrach jakbym malował palcami gwiazdy, które rosnąc dotrą aż do Twoich Piersi, przetną je bez zawahania, a Ty tylko czekasz, zduszona moimi Pocałunkami. ciasno zamknęliśmy pokój, łóżko dziś nie skrzypiało, tak byliśmy lekko w Niebie. jakbyśmy byli z plasteliny. mylisz się mi Ty ze mną, i czasem nie wiem, czy to Ty tak Pragniesz czy ja. w nagich czeskich piersiach nosisz szpic mojego mózgu, który płynie krwią raniąc moje żyły. jesteś tak młoda i chyba malejesz. ślina na Tobie od razu wysycha i płynie głośno pod skórą w stronę Serca. nie ma w mojej głowie świeższej kartki niż Ty, bardziej surowej i szorstkiej, która lepi się do moich myśli, przemoczona choć wciąż jeszcze niemożliwie sucha. nie znam na Tobie takich ścieżek, których jeszcze bym nie przetargał palcami, i nie zasypał miękkim pyłem głaskania, choć gdy Cię rozbieram bezwstydnie, przeciągam po Twoim nieskończenie gładkim ciele oczy, gubię kolory tęczówki, szaleję, to wtedy wydaje mi się, że dziś mogę zrobić Ci coś Nowego. coraz łatwiej myśli przemieniać w Formę, a nie w Słowa. naciągam na Ciebie śliską strunę pocałunków. uważam, żebyś nie zmarzła, żebyś zbyt wcześnie nie poczuła, że leżysz naga. podsuwam Ci kołdrę pod dłoń. ze zmiętych kształtów pościeli wyczytuję Twoje bicie Serca. okrywam Twoje uda i miękki brzuch, na którym zaraz położę całą swoją Czułość jak dym po papierosie. pod kołdrę wsuwam dłoń i szorstkim cięciem Dotykam Twojej Kobiecości, jakbyśmy się spotkali gdzieś na łące, a w koło byłoby tylko Słońce, które się ściera na Niebie upalnie, i tym ścieraniem szepczące Nam na skórę Pragnienie śliny, chłodnych ust, śliskich głodnych dłoni. jesteś dla mnie przezroczysta. trudno mi uchwycić o Tobie Słowa. są coraz bardziej rozmyte i tylko językiem mógłbym je łapać, tuż przy Twoim ciele, na granicy piersi a żeber, tam gdzie uginasz się pode mną jak Niebo przy widnokręgu. pod kołdrą w Serca rozpinam spodnie gdy Ty lekko zmarznięta śpisz po Całowaniu. cicho się z Tobą Kocham. rozciągasz cały kręgosłup i nabijasz się na mnie jakbyśmy mieli już Nigdy z tego Łóżka nie wyjść. ja na pewno mam dziś Umrzeć. jestem tak niecierpliwy. kładę dłonie na Twoich biodrach, dotykam ud, piersi, całej Ciebie, żeby chyba zapamiętać, nasycić palce złudnie. w tym szaleństwie jestem Mężczyzną. Chłopcem w Pragnieniach. niecierpliwie czekam na Koniec. Ty jesteś moją Dziewczyną. Wytartą jak te zdjęcia, które Lubisz oglądać. ja Lubię Ciebie Oglądać. Twoje mokre plecy, tak wyraźne ciało, przenikające mięsem i czułością. pachnące żywmi zapachami. Wyobraźnia zamienia się w Dotyk. to jest właśnie Miłość. drżenie w Twoich Ustach tak powolne, że może trwać Wiecznie. Nigdy tak jak dziś nie było mi Dobrze. zabrałaś mnie głęboko do Nieba, a ja upadłem wprost w Twoje gęste jak deszcz włosy, byłaś wciąż jeszcze Blisko kiedy wydychałem już Krew zamiast powietrza. wcześniej ta Miłość była bez Smaku. teraz, tak Dojrzale to Robimy, że nie Wierzę w to, byśmy mogli kiedykolwiek nie znaleźć Sposobu na skończone ciała, skończone słowa, koniec świata. odwrócimy najciemniejsze szaleństwo na drugą stronę jak kołdrę w Nocy, i będziemy się Kochać. Pragnę Cię Całym Sercem a Serce to teraz dla mnie jest Najważniejsze Słowo. nie wiedziałem, że w Sercu może mieścić się Razem Dzikość i Czułość. że to jedna i ta sama Rzecz, w dwóch różnych postaciach, jakby tutaj w życiu mogła tylko tak się przejawiać. wcześniej skończą mi się usta zanim całą Ciebie Poznam, Aniołku. wcześniej Tobie dłonie tak przemokną, że ich ciężar przykłuje Cię do Łóżka, zanim Ty mnie Poznasz całego, a wtedy ja przybiję Cię Śmiercią na-Zawsze do siebie. zostawiłaś mi szalik, który pachnie Twoją szyją jak drzewo owocem. leży już na poduszce i łapie dla mnie Sny. jestem tak zagubiony w Pisaniu, bo moje długie Nocne Marzenia się Spełniają tak Wyraźnie, że musiałbym teraz mieć Nowe. Nowe o Tobie Marzenia są juz chyba tylko o Śmierci. Kiedyś Cię przedziurawię i nie będziesz już taką Piekną Małą Świeżą Dziewczynką. będziesz trupkiem, z tak ludzko mokrym kręgosłupem, że zapytasz mnie czy Istnieje Bóg. będzie Ci Zimno, a ja Cię Otulę, kiedy krew dzika i czuła zmiesza się w Sercu w Jednym Biciu..`[R.] skomentuj `czasami zadziwiasz swoją naiwnością/ufnością. moim zdaniem to jednak dobra cecha. taka czysta, dziecięca, tylko niebezpieczna.` [najdrozsza] jak zwykle nie możesz mnie rano dobudzić. śnią mi się wściekłe psy i obroża na mojej szyi. potem jest mi już tylko coraz bardziej smutno. nie lubię jeździć nie-we-Dwoje. nie możesz wtedy cały czas do mnie mówić, ani patrzeć cały czas w moją stronę. ciągle idę z tyłu. robię Ci zdjęcia. jest bardzo gorąco. parzy mnie asfalt, ranią mnie w stópki ścięte kłosy zboża. nie smarujesz mi skóry kremem, jakbyś się czegoś bał albo wstydził. brudzę sobie nim włosy przez brak Twojej uwagi. potem karmimy rybki chipsami solonymi. rzucasz je do wody obok moich zanurzonych nóg, żeby mnie łaskotały. trochę się boję, bo nie pamiętam, czy one mają zęby czy nie. ciągle robię Ci zdjęcia. chcę, żebyś się mną interesował cały czas, ale jest z Nami Twój ojciec. nie Całujesz mnie bez-przerwy, nie patrzysz mi pod nogi, żebym się nie potknęła. znowu przeze mnie płaczesz. jadę na noc tam, gdzie nie powinnam. miało nie być nic złego a ja znowu zawiodłam. skomentuj wchodzisz pod kołdrę zapalić papierosa. dym kładzie mi się na otwartym brzuchu. uciekam do Ciebie na Noc. przerywamy sobie na-chwilę Łóżko, żeby wyjść na spacer. dawno nie piliśmy wina na cmentarzu do tak późna. karmisz mnie oliwkami ze słoiczka. księżyc jest coraz mniejszy i coraz słabiej pulsuje. po ciemku szukasz prześwitujących miejsc na mojej skórze, otwartych ust, ciepłych piersi. masz głos, jak dawniej, może nawet jeszcze bardziej czuły i miękki. ja mam trochę dłuższe włosy i kilka nowych piegów. trochę odważniej przysuwam się do Ciebie i zamykam oczy. ślina przykleja do nas coraz więcej powietrza, dlatego chowasz mnie pod kołdrę. nie muszę bać się ciemnego pokoju i światła przeciskającego się pod drzwiami. mówisz mi, że nie powinnam myśleć o. bo nie pójdę do Nieba. a ja bardzo bym chciała, pociąga mnie to, zupełnie jak Seks. musisz mnie pilnować. skomentuj wcale nie czekamy na noc. jest gorące popołudnie i płynne serce między naszymi udami. patrzę, jak mnie się niebo, jak pojawia się pierwszy deszcz i dziurawi podłogę w Twoim pokoju. ptaki coraz głośniej zakładają tutaj gniazda. doprowadzają mnie do obłędu. tylko Ty z takim spokojem w dłoniach dajesz mi czułość, robisz mrożoną kawę i gładzisz po łydkach. ciągle chce mi się całować Ciebie Tam, albo długo dotykać rączką. obserwować, jak poruszają Ci się nerwowo wargi i policzki, jak chcesz mnie udusić, gdy ciągle Cię-nie-Kończę. pojedziemy do mojej babci na strych? kiedyś mordowałam tam motyle, dzisiaj mogłabym się tam Kochać z Chłopcem. skomentuj w bolesnych stygmatach na właściwej części ud noszę twoje dzikie dotyki poproś mnie o Jeszcze. położę się na brzuchu, jakbym miała nie-widzieć kto mi to robi. jakbym miała krzyczeć w gęstą noc, która nawiedza pusty pokój i nieszczelne serce. na oczach mogę mieć Twoją lekko szorstką dłoń. czuję, jak prześcieradło zbiera się między piersiami razem z drobnymi kropelkami potu. podcinasz sobie brzuch na moim kręgosłupie, na tej skostniałej żyle, w którą wprowadzasz Białą krew. znowu przyszedłeś pijany i nie możesz zasnąć bez czułości. gdybym była Twoją matką rżnęlibyśmy się bez całowania. teraz też robisz to od tyłu, zapominając o ustach. przegryzam sobie język i przeciągam go po ręce do sucha. nie zwracasz uwagi na czerwień. Seks jest pełen krwi i Ty o tym wiesz. zasłony spalają się na rozgrzanych szybach. słońce. słońca mam pod skórą, gdzie znajduję Twoje przepalone cienie mocno odciśnięte na tkankach. przeklinam Cię po każdym Orgazmie, bo tylko dzięki nim żyję. jestem cholernie uzależniona od myślenia, kiedy znowu zaczniesz mnie rozbierać, kiedy Twoja dłoń znajdzie miejsce, z którego już nie można się wycofać. śledzę Twoje ruchy, kiedy przesuwasz dłoń po szklance zimnego piwa. przemarza Ci. a ja zimnieję między nogami, jakbym przybierała temperaturę rzeczy, których dotykasz. wsuwam ręce pod stół i mnę spódniczkę zamiast obgryzać palce do krwi. wyobrażam sobie, jak zimne muszą być te ściany i jak szybko zdarłabym na nich skórę z pleców. gdy jesteś podpity wiem, że mogę pozwolić sobie na wszystko. to taka Gra z mojej strony. zaczynam wtedy traktować Twoje ciało jak narzędzie do mojego. podnieca mnie to, że nie ma rzeczy, na którą nie mogłabym sobie pozwolić, gdy jesteśmy nadzy. moje ciało co noc tak bardzo wrażliwieje. czuję, jak zasypiasz na drugim końcu miasta, jak drżą Ci powieki od snów. ja nie lubię chodzić spać sama. uciekam w Pisanie, w nocne rozmowy z nieznajomymi. czasem przeraża mnie to, że nawet Słowami można przespać się z kimś obcym. chodzę boso po tej granicy. w samej koszulce nocnej, z rozmazanym tuszem. czuję się dziwką, która nawiedza sny ludzi, bo sama nie może zasnąć. esencją erotyzmu, który kryje się w ciemnościach, jak bezsenny kot. wyciągam nogi na biurko. opieram stopy o jego krawędzie. odsuwam się lekko do tyłu na krześle. proponuję doprowadzić się do Szaleństwa. powoli rozmyć w sobie Czerwony lakier do paznokci. skomentuj |
2011 maj 2008 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec gg 958894 listy 2010 - 2011: herzensschatzi-komm.ownlog.com baśnie 2010 - 2011: la-mort-de-marionnette.ownlog.com notatki 2010 - 2011: sarna-i-wynajety-andersen.ownlog.com notatki 2009 - 2010: maszynka-do-kochania.ownlog.com wiersze 2006 - 2009: podwojne-zycie-laury.blog.pl notatki R. 2010 - 2011: widmo-nocy.ownlog.com wiersze R. 2010 - 2011: wiersz-zebrany.ownlog.com notatki R. 2005 - 2010: koszula-pachnie-toba.blog.pl fotografie: lauramakabresku.blogspot.com flickr.com/lauramakabresku/ |